Posted on Dodaj komentarz

Koreańska pielęgnacja – zaczynamy!

Na Zachodzie, jak wspomina Charlotte Cho autorka głośnego bestsellera „Sekrety urody Koreanek” do pielęgnacji skóry twarzy        podchodzi się jak do obowiązku, który trzeba szybko odhaczyć przed pójściem spać. Nawet i to czasami nas przerasta, i najzwyklej            w świecie, szczególnie po męczącym dniu, idziemy spać w makijażu, czego nasza skóra już nam niestety nie wybacza. W Korei, skąd wywodzi się pielęgnacyjny rytuał, dbanie o skórę swojej twarzy, a także o skórę całego ciała stało się przyjemnością i sposobem na relaks, a efekty takiego podejścia (wierzcie mi, że już w niekrótkim czasie) są widoczne gołym okiem. Kolejną przepaścią dzielącą Azję od Europy czy innych zakątków świata, jest to co powinno dotyczyć wszystkich naszych problemów, a mianowicie starać się im zapobiegać, a nie czekać na moment kiedy będziemy musieli stawić im czoła. Głównie mam na myśli to, że staramy się maskować problemy zamiast im zapobiegać. Przyznacie mi rację, że lepiej wygląda delikatnie rozświetlona i zdrowa twarz, pokryta lekkim kremem BB (który ma za zadanie delikatnie ujednolicać, nawilżać czy zmatowić cerę – w zależności od rodzaju kremu, a także chronić naszą skórę przed promieniowaniem) aniżeli tona ciężkiego podkładu, który nie daje skórze oddychać, często pokrytego dodatkową warstwą pudru – a to wszystko w imię zamaskowania pryszczy, zaczerwienień, zaskórników… Ciesze się, że coraz częściej na naszych ulicach widzę jednak tą pierwszą opcję.

Koreańskie kosmetyki wzbudziły światowy zachwyt i po przetestowaniu ich niemałej ilości wcale się temu nie dziwie. Co prawda na samym początku ciężko mi było zastosować się do wszystkich kroków pielęgnacyjnych, bo do tej pory myłam twarz tylko pierwszym lepszym żelem drogeryjnym a czasem i mydłem, jeżeli przypomniałam sobie o kremie to również go zaaplikowałam. I to na tyle mojej dbałości      o cerę. Dużo więcej czasu poświęcałam na marudzenie, dlaczego muszę być „skazana” na mieszaną/przetłuszczającą się skórę.                Jak się szybko przekonałam ten „wyrok” nie był prawomocny 😉 W momencie kiedy wpadła w moje ręce książka Charlotte, którą wcześniej zauważyłam gdzieś w otchłani Internetu 😉 zmieniło się moje myślenie na temat pielęgnacji. Nie powiem, bo nawet nie o tyle zmiana myślenia, co nastąpiła rewolucja i odkryłam sposób na życie! Ale o tym może nieco później…  Oczywiście oprócz wielu zalet takich jak naturalne składniki, piękne opakowania, przede wszystkim zadziwiła mnie wydajność tych kosmetyków. Nie powiem Wam, że wszystkie wystarczą na 4 miesiące stosowania ale w przypadku większości tych które stosuję, tak własnie jest! W następnym poście zostaną Wam opisane kolejne kroki pielęgnacyjne. Jednak jeżeli nie możecie się doczekać, serdecznie polecam Wam książkę, o której wcześniej wspomniałam, mianowicie Charlotte Cho „Sekrety urody Koreanek”. Warto także zwrócić uwagę na pozycję „Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku” autorstwa Barbary Kwiatkowskiej. Dla tych bardziej cierpliwych wszystkie najważniejsze wskazówki pojawią się już niebawem  na blogu. Opiszcie mi jak rozpoczęła się Wasza przygoda z koreańską pielęgnacją, kiedy pierwszy raz o niej usłyszeliście i jakie były Wasze pierwsze efekty? Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze !